Marzenie ze snów

Jesteś wszędzie gdziekolwiek jestem, myślę tylko o Tobie i o przestrzeni, którą wypełniasz z dnia na dzień coraz to potężniejsza. Czasem nie mam ochoty myśleć o sercu i romantycznych uniesieniach, lecz gdy jesteś obok nie mam na nic innego ochoty jak tylko łączyć całe życie z Tobą. Jesteś czym zupełnie innym niż wszystko inne niż dotychczas, czymś nowym i jednak jednocześnie starym i długo oczekiwanym w moim sercu otwierając je na nowo i zupełnie nowo.
Odpychałam serce i stawiałam na humanizm, ciągle twierdząc że sama sobie w życiu poradzę. Uczyłam się tak wiele aby być odrębna i niezależna a jednak to wszystko dało się uciszyć w chwili kiedy ujrzałam Twoją osobę po raz pierwszy. Przeważnie się broniłam przed wszystkim co ze mną związane oraz innymi, by chcieć dowieść swych ambicji i budować ego. Kiedy ujrzałam Cię, a źrenice nagle rozszerzyły swe granice do niepowtarzalnych rozmiarów, otwierając ten magiczny zamek, który nawet sama nigdy nie dostrzegałam. Wcale nie muszę się niczego bać, wszystko we mnie zaczęło się rozświetlać i przekształcać. Był strach i nawroty przeszłych widm, jednak Ty zbudziłeś siły, których nie da się uciszyć, zatopić w bezkresach oceanów, ani pozostawić we przestrzeni wszechświata.
Spotkałam siebie i inne swe twarze. Ale od samego początku to Ty oczarowałeś moją duszę swoją prawdziwą osobą, i nie wiem skąd Cię zesłano, ale to los pokierował nas ku sobie. Ani razu nie zastanawiałam się czy to pomyłka, czy zranisz lub skrzywdzisz. Pragnęłam tylko chronić Ciebie najmocniej z całych sił i dać odkryć swój świat, w który tak już mocno się oddalałam i przestałam wierzyć. Rozkochałam się w każdej Twojej cząstce, która buduje Twoją duszę i ciało. Każdy dotyk i pocałunek jest przeze mnie pożądany w całości. Teraz siedzę i nawet nie mam Cię dość, chce przystanąć i zastanowić się co się dzieje. Coś wciąż szumi w przestrzeni, a nie chce czegoś upuścić/opuścić. Jak szklane naczynie pełne życiodajnego smaku. Bo pewnego dnia coś zauważyłam, to ciągle jest wszędzie przy Tobie i wzywa we mnie niepokój.
Kiedy się tak ze mną droczysz, zarażasz swym urokiem i humorem, pochłaniasz wszystko co złe i żegnasz gdzieś daleko by móc mnie chronić. Jednak ma to tez ciemne strony, które zwracają na to moja uwagę. Czemu to w tobie jest, tak bardzo uparcie dumnie choćbyś bronił pewnej twierdzy, swego ego, najważniejszego. Kiedy tak zbliżasz się większej jego dawce zmieniasz swe oblicze, nadal będąc tym samym ukochanym, jednak przybierasz inna barwę, która mnie rani. Oddalasz się od ważnej części, i nie wiem co mam robić, bo czuje się teraz sama, lecz jednocześnie z Tobą w każdej chwili i sekundzie, złączona w jedną niepowtarzalną całość. Nie boje się już co mam zrobić. Lecz lęki uwielbiają cicho śpiewać, a łzy oczyszczać…

Ten wpis został opublikowany w kategorii Opowieści finezyjnych gwiazd, Pamiętniki myśli, Z rozchlapanych atramentem stron. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>