W dziczy

Co dnia wschodzące słońce
Witając jej źrenice
Zamglone w kosmicznej tafli
Szklanej herbaty
Gdzie esencja przepełnia
Płaskie powierzchnie
Siłując się z wybuchem
Na twarzy srebrnej rosy
Jak morza przepełnione
Istotą kompozycji wszelkiej energii
Wołając o sygnał ultradźwięku
Wyczuwalny poruszających się komórek

Rozpościerając ramiona
Wybuchająca masa gwieździstych form
Szepcząc swe miłości
Rezonansową syntezą jądrową

Ten wybuch który przepełnia
nasze wnętrze kiedy tylko
Wpadamy w ramiona efemerydy
Na jawie budzące wszystko do życia
W oczodołach zasadzoną mgławicą planetarną
Zasadzonych przez stulecia ambrozjach
Przez nimfy naszych dusz
Jak syreny duszące w naszych uszach
Dygresje metafizycznych pragnień
Załamanych ogniem i wodą
Blasków ciemności

Ten wpis został opublikowany w kategorii Filozofia, Pamiętniki myśli, Wiersze. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>